Skip Navigation
 
 

Jamnik NA'ILA

Osiemnasta URODZINOWA i zwieńczająca wystawa - NA’ILI i NABILI Kollapsar

jamnik długowłosy Kollapsar
jamnik długowłosy – Osiemnasta URODZINOWA i zwieńczająca wystawa - NA’ILI i NABILI Kollapsar

Jamnik NA’ILA – osiemnasta wystawa.


Zamiast znów napiszę wreszcie byliśmy na wystawie, tym razem w Sosnowcu. Pierwszy raz była to zimowa wystawa, ale że na hali to nie bolało. Na wystawę wybraliśmy się w mocnym składzie Pani, Pani Krysia, Pan, NABILA i oczywiście ja. To był dla nas szczególny dzień, dzień naszych 2 urodzin i ostatni raz kiedy mogłyśmy być w różnych klasach. Najlepszym prezentem urodzinowym jaki mogłybyśmy sobie dać w tym dniu było ukończenie Chempionatu. Nigdy nie wyjeżdżaliśmy tak późno na wystawę, ale i też nigdy sędziowanie jamników nie odbywało się tak późno bo w teorii od 12, a w praktyce od 12,30. Na wystawie zjawiliśmy się po 11 i trzeba przyznać że byłyśmy zaskoczone, tłumy ludzi, ogrom psów, a co drugi to 2,3,4 lub 5 razy większy od nas, aż strach się bać, na szczęście wszystkie łagodne. Ciężko było gdziekolwiek przejść nie ocierając się o psa lub człowieka bo wszędzie ciasnota, no cóż. Kiedy wreszcie jamniki dostały swój ring, po przejściu jamników długowłosych miniaturowych nadszedł czas standardów czyli mój. Jak zawsze szłam ładnie, ale Pan mówił że mogłoby być lepiej, ładnie stałam a w nagrodę dostałam ocenę doskonałą, ładny opis, złoty medali i 7, ale najważniejsze CWC. Dzięki niemu dziś zostałam Championem Polski w moje urodziny. NABILA nie miała tyle szczęścia, chodziła naprawdę pięknie, stała również, sierść ma taką że nie jeden chłopak by jej pozazdrościł , słowem jest piękna i zdolna, ale. To ale to, to że według Pana sędziego ma parę gramów za dużo tłuszczyku. Oczywiście dostała ocenę doskonałą i ładny opis. Z zimowym tłuszczykiem jak będzie taka potrzeba NABILA poradzi sobie szlabanem na gary albo jakimś innym fitnessem. Po wystawie wszyscy pojechaliśmy do mojego domu. Karolinka z Pawłem przygotowali nam mini torciki urodzinowe które w siostrzanej atmosferze i ze smakiem zjadłyśmy. Oczywiście wzajemnie podjadałyśmy sobie z talerzyków sprawdzając czy na pewno mamy to samo, a momentami jadłyśmy jednocześnie z jednego talerzyka. U nas to normalne, nigdy w naszej rodzinie i w żadnym pokoleniu nie było jakiejkolwiek agresji, a na punkcie jedzenia w szczególności. Korzystając z nieczęstej okazji wybawiłyśmy się co niemiara, oczywiście okazywałyśmy Hani nasza sympatię, ile tylko wlezie i na ile nam pozwolono, dla mnie to normalka, ale NABILA nigdy wcześniej nie widziała Hani. Dla Hani to nie był żaden problem, w końcu od pierwszych dni życia otaczały ją jamniki.
RESZTA ZDJĘĆ DOPIERO BĘDZIE