Skip Navigation
 
 

In memoriam

AKUNOSH ASTARTE Kollapsar FCI

jamnik długowłosy standardowy - AKUNOSH ASTARTE Kollapsar FCI AKUNOSCH do pewnego momentu nie wyróżniała się niczym z pośród innych szczeniąt. Nawet miałem problemy, co o niej napisać stąd tekst:

„Jestem troszeczkę ciemniejsza od ABANY i jak ona uwielbiam zabawy, jestem prawie tak spokojna jak AMAUNET. Jestem bardzo wesoła i wszędzie mnie pełno. Pomagam ANUKET ona sprawdza uszy a ja ogonki czy im nie odpadną jak pociągnę. Z APOPHISA na szczęście nic nie mam.”

Z czasem zaczęły się uwidaczniać jej indywidualne cechy:

”Pan mówi, że jestem wykapana mama jak była malutka, łącznie z charakterem. Nie wiem co ma na myśli ale to chyba dobrze bo mamusię wszyscy kochają. Pan mówi też, że jestem ślicznym rudzielcem i będę pięknym jamnikiem długowłosym, no przecież już jestem. Jestem bystra ciekawska i jak Pan mówi przylepa. Mam śliczne oczka, które w odpowiednim oświetleniu są zielone, ciekawe co?.......”

Jej charakter z czasem stawał się coraz bardziej wyrazisty. Z całą pewnością wyróżniała się pod tym względem z całego rodzeństwa. Twardo parła na przywództwo i choć była trzecia co do wielkości po AMAUNET i APOPHISIE, jeszcze przed odjazdem APOPHISA to ona tak naprawdę rządziła. Jadła najlepiej z całego rodzeństwa, tak jakby upatrywała w tym gwarancję swojego przywódczego sukcesu.

Od 5.12.09r kiedy została już sama po odjeździe AMONET, powoli zaczęła się jej metamorfoza. Nie było już, z kim walczyć o władzę i zaczęła się wyciszać. AMONET, choć była od urodzenia największa nigdy nie miała zapędów przywódczych, nie stanowiła zagrożenia dla władzy AKUNOSH. Jednak póki były razem AKUNOSH przypominała, kto tu rządzi.

Najlepiej i najszybciej z całego rodzeństwa radziła sobie z problemami dnia codziennego, nie stwarzała nam żadnych wręcz normalnych problemów i przy tym wszystkim była bardzo posłuszna, co przy 3 miesięcznym szczeniaczku nie jest takie proste, oczywiste i częste.

Jej posłuszeństwo i właściwa socjalizacja spowodowały, że nawet na długie spacery chodziliśmy nie biorąc smyczy, nie było takiej potrzeby. Instynkt samozachowawczy i mocne zalążki wyczucia zagrożenia ze strony „ryczących potworów”, które poznała chodząc na spacery jeszcze na rękach, powodowały, że trzymała się zawsze w pewnej bezpiecznej odległości od drogi, zupełnie jak matka w jej wieku.


„Załatwiam się na spacerach a w domu, jak Pan to mówi trafiam zawsze w 10, ma na myśli że zawsze robię wszystko na podkład. Szybko się uczę, nigdy nie chodziłam na smyczy bo byłam taka grzeczna ale Pan postanowił spróbować i bardzo mnie chwalił.”

”Nadal jestem z mamusią i jest mi wspaniale, Pan mówi, że mam ognisty temperament i charakter, i że takie powinny być wszystkie szczeniaczki jak ja.
Jestem czyściochem, nigdzie nie brudzę, nawet jak wrócę ze spacerku i mam brudne łapki to razem z mamusią czekamy aż Pan nas powyciera.
Niczego nie niszczę, no może za wyjątkiem Pana kapci, ale są takie smaczne a mnie rosną zęby…..
Na dłuższych spacerach mamusia chodzi dalej niż ja i czasem zostaje na dłużej jak ją coś zaciekawi, ja jeszcze prawie na stojąco przechodzę pod mamusią, dlatego bardziej pilnuję Pana, przy Nim czuję się pewniej i bezpieczniej. „

W końcu nadszedł czas i jej wyjazdu.

„Huraaaa ja też gdzieś pojadę. Podobno do jakiegoś Bierunia……
Już wczoraj coś wisiało w powietrzu, bo Pani z Panem i Karolinką bardzo dyskutowali wymieniając moje imię i patrząc na mnie. Smutne coś mieli miny i widziałam, że Im ciężko. Ale Pani w końcu powiedziała, że i mnie trzeba dać szansę na nową Rodzinę……
Dziś jak przyjechała Pani Ola i opowiedziała Panu i nam z mamusią gdzie pojadę i z kim będę to już było inaczej. Będę mieszkała w ślicznym domku jednorodzinnym z ogrodem, z miłym Państwem którzy czują się bardzo samotni, bo Ich piesek gdzieś odszedł. Czekają na takiego małego urwisa jak ja którego wszędzie pełno.”

„Już się cieszę że zobaczę mój nowy domek i że będę miała moją własną Rodzinę tak jak APOPHIS, ANUKET, ABANA i AMAUNET. Z drugiej strony żal mi mojej Pani i Pana i Karolinki, jak Oni sobie beze mnie poradzą, będzie Im ciężko. Ale przecież będziemy w kontakcie i mamusia będzie mnie mogła podglądać na zdjęciach a Pan opowie jej, co u mnie, a może ja sama coś poszczekam do słuchawki.”

W nowym domu szybko się zadomowiła, podbiła serca nowych Państwa i nie tylko.

„Szybko przekonałam się do Pana, jest wspaniały, wiele rzeczy robimy już razem świetnie nam wychodzi wspólne leżenie na wersalce, Pan jest szczęśliwy a ja przy Nim. Chodzimy na spacery po ogrodzie. Pan był bardzo zaskoczony i zdziwiony, że przed wyjściem nie rzuciłam się pierwsza do drzwi tylko czekałam na sygnał do wyjścia. No, bo ja już taka jestem, tak mnie mamusia nauczyła, ona zawsze czekała aż Pan wyjdzie i pozwoli nam.
Oczywiście, czego nie zrobię na polku robię tylko na podkład czym wzbudzam zachwyt, a to przecież takie normalne.
Jestem bardzo utalentowana muzycznie. Jak Pan opowiadał o moich zdolnościach to Pani Ola nie wiedziała, o co chodzi z moim śpiewaniem. Zawsze jak się cieszę z widoku wchodzącej po dłuższej nieobecności bliskiej mi osoby to śpiewam. Mój Pan zawsze zachwycał się moim radosnym śpiewem a Pani Ola zrozumiała, co miał na myśli, kiedy już dla Niej zaśpiewałam.”

„Jestem zadomowiona, poznałam już cały dom i ogród. Byłam z moją Olą u Pani doktor, nie żebym była chora, ot tak przywitać się i poznać Ją. Prawdę powiedziawszy nie przeczuwałam, że może być inny powód. Okazało się jednak, że mnie pokłuli, no dobra, tylko raz i prawdę powiedziawszy nie bolało, dostałam też tabletkę na robaczki, ot tak na wszelki wypadek, bo i tak ich nie mam. Pani doktor była miła i powiedziała, że jestem ładna i zdrowa, to, to ja sama wiem, ale miło że tak powiedziała.
Pani doktor powiedziała, że jak na swój wiek, to jestem duża, a nawet Pani doktor była zdziwiona, ze mam dopiero 4,5 miesiąca...., w lecznicy byłam bardzo grzeczna, siedziałam u mojej Oli na kolanach i czekałam na swoją kolej.”


Bardzo pokochała swoich nowych opiekunów, zwłaszcza Pana, z którym była wyjątkowo silnie związana. Wszystko robili razem, nie opuszczała Go na krok, a każde powitanie po nawet krótkim rozstaniu było bardzo emocjonalne, i połączone z drżeniem całego ciała. Można powiedzieć, że to wielkie uczucie obróciło się przeciw niej i doprowadziło do jej śmierci.

Jej odejście jest przykrą, ogromną i niepowetowaną stratą, dla nowej rodziny, dla której była wielką radością i nadzieją, dla rodzin pozostałych „Kollapsarków”, wszystkich, którzy ją poznali i wszystkich, którzy ją tylko oglądali na zdjęciach i czytali o niej a to już tysiące osób.
Dla nas jest stratą szczególną, była z nami bez mała 4,5 miesiąca swojego krótkiego życia i byliśmy z nią bardzo związani emocjonalnie.

M.K.K. L.