Skip Navigation
 
 

Szczenięta '10»Tygodnie

VI - Tydzień

Jamniki długowłose – w szustym tygodniu życia VI tydzień.

Byłyśmy na kolejnych robaczkach. Pani doktor dała nam tabletkę i tym razem nie grymasiłyśmy. Wszyscy nas oglądali były achy i ochy, poznałyśmy też malutkie dzieci ale dwunożne mieszkające obok nas. Wiemy już ze małe dzieci bardzo lubią takie maluszki jak my.
Dostałyśmy list od naszych czworonożnych przyjaciół którzy razem ze swoją Rodziną nie mogą się już doczekać przyjazdu jednego z nas. Już wiemy że będzie to duuuży szczęściarz i trafi do już kochającej go Rodziny, jak my wszystkie, nie wiemy tylko który z nas i dlatego czujemy się kochane wszystkie. Mamy ku temu powody bo nasi Nowi Opiekunowie, w większości, dzwonią i piszą do naszego Pana, a On i my wiemy że z niecierpliwością jesteśmy tam oczekiwane. Pan, zresztą jak zawsze, mówi że za żadne skarby a tym bardziej pieniądze, nie odda nas nikomu kto nie będzie nas kochał bezwarunkowo, tak jak kochamy my. Tak robił i nadal robi, same słyszałyśmy, jak tylko ma cień wątpliwości to nawet gdybyśmy miały się zasiedzieć, co już nam nie grozi, nie odda nas bo wie że mogłoby nam tam nie być dobrze. Wiemy od mamusi że tak samo było z ABANĄ, AMAUNET , APOPHISEM, AKUNOSH i ANUKET
Dzięki temu mają wspaniałe Rodziny, kochają, a wszyscy choć już nie są małymi nieporadnymi szczeniaczkami nadal są w nich zakochani. Może tylko za wyjątkiem naszej siostrzyczki AKUNOSH która tragicznie odeszła, ale była bardzo kochana przez Nowych Opiekunów i jest w pamięci teraz również naszej.

Miałyśmy kolejnych gości, przyszli stadem, ale jakim!!. To znajomi i przyjaciele Karolinki. Siłaaaa ich przyszła. Mamusia jak to mamusia bez zdenerwowania i z ufnością przyjęła gości. Nawet pozwoliła żeby każdy z Nich na jakiś czas zaopiekował się jednym z nas. Był to, jak to Pan mówi kolejny etap socjalizacji. Dzięki temu po raz kolejny przekonałyśmy się że są też inni ludzie niż nasza Rodzina, a kontakt z Nimi przynosi same przyjemności. Nie pytajcie kto kim się zajmował bo za wyjątkiem SHA’RE i SETHA reszta jest nierozpoznawalna.

Grasujemy kilka razy dziennie po całym mieszkaniu, no może nie całym bo do pokoi nas nie wpuszczają. Jak raz Pan nieopatrznie zostawił otwarte drzwi do pokoju to nie mógł nas wyprosić. Same się wpraszałyśmy, jak wyniósł dwójkę to trójka weszła, jak wyniósł następną dwójkę to piątka weszła. Wlewałyśmy się jak fala powodziowa, powodzi nie widziałyśmy ale mama tak mówiła, biedny Pan robił co mógł, ale mógł niewiele, w końcu ma 4 łapy a my 28. Z siusianiem na podkład coraz lepiej, jeszcze czasem któremuś się zdarzy, wiadomo, ale za to z drugim daniem to choć w kojcu jest podkład, czekamy, robimy na zewnątrz i na podkładzie. Jemy już suchy nie namoczony pokarm a w kojcu mamy przymocowane miseczki z wodą. Jak Pan nam postawił miseczkę, to zdarzało się że któryś się wykąpał albo zaglądałyśmy co jest pod nią. Mamusia oczywiście też nas karmi. Bawimy się i walczymy zawzięcie ale jak Państwo nas biorą na ręce natychmiast się uspakajamy i wykorzystujemy okazję do buziaczków. Państwo nie mogą się nadziwić jakie jesteśmy grzeczne w nocy. Śpimy, cichutko prowadzimy zajęcia własne, jak mamusia wpadnie żeby nas nakarmić to jak wychodzi nie płaczemy że wyszła.

Więcej zdjęć i plików