Skip Navigation
 
 

Szczenięta '10»Tygodnie

VII - Tydzień

Jamniki długowłose – w siódmym tygodniu życia VII tydzień.

Dziś byłyśmy na szczepieniu a po drodze jak Pan nas niósł oglądałyśmy świat. Pani doktor powiedziała że wszyscy jej zazdrościli że to Ona dziś nas będzie szczepiła. Przed szczepieniem byłyśmy badane czy mamy zdrowe płucka i serduszko i czy w gardełku w porządku i takie tam. Pokłuli nas ale tylko niektóre z nas obejrzały się żeby sprawdzić co się tam z tyłu dzieje na naszych grzbietach. Nic nie bolało tylko strasznie długo to wszystko trwało. Mamy już nasze książeczki a tam wszystkie wpisy, z robaczków też.
Pan postanowił nas poznać z potworem z szafy, nie wiecie co to?. My wiemy bo mamusia nam powiedziała, to odkurzacz. Ciągnął go za sobą od dużego pokoju aż do kojca, z przerwami na zabawę z nami. Strasznie głośno ryczał ale co tam, zabawa była pyszna aż do momentu kiedy Pan nas wypuścił żebyśmy się z nim przywitały. Tylko część z nas się z nim przywitała jak ryczał ale za to jak przestał wszystkie go pogryzłyśmy, a co niech zobaczy że się go nie boimy. Następnym a może jeszcze za następnym razem pogryziemy go jak będzie ryczał.

Znów przyszło do nas zaprzyjaźnione stado, tym razem w trochę okrojonym składzie i poszłyśmy na nasz pierwszy w życiu spacer. Nie tak normalnie jak mamusia tylko na rękach. Był to jak Pan mówi następny etap naszej socjalizacji. Socjalizacja, socjalizacją ale fajnie było. Wszystkie miałyśmy nasze czerwone obróżki. Wszyscy się za nami oglądali a niektórzy zatrzymywali i głaskali. Byli tacy którym bardzo ciężko było się z nami rozstać. Nawet się nie dziwimy bo spotkać jamnika długowłosego to rzadkość, a spotkać na spacerze jamniki długowłose standardowe i to jeszcze osiem jednocześnie to jak wygrać 6 w totolotka, kiedyś będzie można wnukom i prawnukom opowiadać. Mamusia jak to mamusia pilnowała wszystkiego ale jak zawsze nikogo nie zjadła, nie obszczekała choć miałaby do tego prawo i oczywiście chodziła bez smyczy. Pozwalała żeby nas głaskano sama chętnie też korzystając. Po powrocie próbowałyśmy sobie wzajemnie pościągać obróżki ale Pan nas wyręczył.

Miałyśmy kolejnego gościa, przyszła do nas imienniczka naszej mamusi. Ewa starsza siostra Karolinki. Miaziankom i buziaczkom nie było końca, mamusia też oczywiście korzystała.

Ale się dzisiaj działo, najpierw byłyśmy wyjątkowo dobrze ważone i dokładnie oglądane przez Karolinkę, kto jest kim, a kim nie jest. Potem Pan pozakładał nam nasze czerwone obróżki tym razem z naszymi imionami. Jak już trafiłyśmy do kojca to próbowałyśmy sobie je wzajemnie pościągać, jednemu z nas bracia podali przyjazne łapy i udało się. Pan miał z nas straszny ubaw, nie jesteśmy przyzwyczajone do obróżek i zaczęłyśmy się wszystkie drapać jak by nas stado pcheł dopadło. Potem Pan nas zapakował do mamusi apartamentu i samochodem pojechaliśmy na tatuowanie. Byłyśmy bardzo dzielne, oczywiście wszystkie popłakałyśmy ale niezbyt długo, a w domu przy zabawie zapomniałyśmy o tym nieprzyjemnym momencie. W tym tygodniu będziemy jeszcze miały specjalnych gości, takich którzy przychodzą zobaczyć czy jesteśmy ładne i zdrowe. Dzięki tej wizycie będziemy miały nasze metryki urodzenia i po woli będziemy się rozjeżdżały do nowych opiekunów.

Więcej zdjęć i plików