Skip Navigation
 
 

Jamnik SHA'RE

Czwarta wystawa SHA’RE SEUSERENCE Kollapsar

jamnik długowłosy – czwarta wystawa SHA’RE Kollapsar Moja czwarta wystawa
No wreszcie byłam na wystawie. Już się stęskniłam bo ostatni raz byłam w tamtym roku. Tym razem występowałam już w młodzieży, no bo jakby nie było skończyłam parę dni temu roczek. Ta wystawa była międzynarodowa i w Katowicach. Pan tradycyjnie ze mną nie ćwiczył, ale to już przerabialiśmy, mam talent samorodny, podobno. Na wystawę mieliśmy jechać wszyscy tzn. ja z mamusią, Pani, Pan, Karolinka i Paweł. Niestety jak to w życiu bywa wszystko się pozmieniało bo Pan zachorzał, walczył co prawda do końca, prawie wygrał ale…, no i zostali z mamusią w domu.
Wg organizatorów jamniki długowłose standardowe miały wejść na ring o 11.05 he, he, he, Pan to miał niezły ubaw jak czytał tą naiwnie optymistyczną deklarację, 28 piesków w godzinę?! he, he. Niestety miał rację bo patrząc na plan sędziowania to w zasadzie weszłam już po zakończeniu sędziowania na ringu czyli ok. 13, ale to pikuś bo do oceny zostało więcej niż połowa nieszczęśników czyli dobrze ponad 40 piesków nie tylko jamników.
Takich „jaj” dosłownie i w przenośni to jeszcze nie widziałam, a i mama jak jej opowiadałam to też takiego ubawu jak ja nie miała, nie słyszała i nie widziała i aż mi zazdrościła że nie miała okazji poznać takiego jajcarskiego sędziego. Sędzia był bardzo fajny i przyjechał z Hiszpanii. Widać było że lubi pieski, szczególnie jamniki długowłose standardowe i skory był do okazywania im czułości. Chciał nas bardzo dokładnie poznać i tak intensywnie nas oglądał rękami, generalnie trzymając za gardło, że aż trzeszczało, na ale przecież wiadomo że pies łatwego życia nie ma a i kręgosłup nie tylko moralny musi mieć twardy jak ze stali. Ze stali powinien mieć też coś innego. Byłam wdzięczna opaczności za to że jestem dziewczynką. Chłopaki nie mieli tyle szczęścia. Jak ich tak intensywnie Pan sędzia poznawał, to sprawdzał im też klejnoty rodzinne, i co ?! okazało się że nie mają ze stali. Chłopaki wiali ze stołu na złamanie karku i to dosłownie, części opiekunów udało się ich siłą zatrzymać na stole ale nie wszystkim. W związku z tym niektóre miały obniżone oceny albo nie zostały ocenione. Sprawdzanie klejnotów to podstawa u chłopaków, każdy z nich miał na pewno dziesiątki razy bezproblemowo sprawdzane, jednak niekonwencjonalne metody sędziego pozostawiły w nich z pewnością niezatarte wspomnienia. Ludzie są dziwni i nie wiedzieć czemu mieli pretensje do sędziego, pewnie się im udzieliło od pupili bo jak nigdy się uwzięły i większość na niego warczała. Przecież to nie jego wina że chwilę wcześniej oceniał mastify hiszpańskie które ważą tyle co spora sfora jamników długowłosych standardowych a klejnoty pewnie mają jak to co struś znosi. Pan sędzia pewnie szukał czegoś podobnej wielkości a że nie mógł znaleźć to szukał intensywniej, dalej i głębiej. Chłopaki tego nie rozumiały, skucząc i warcząc wiały gdzie pieprz rośnie, przerażone bały się zbliżyć do Pana sędziego, totalny brak zrozumienia ze strony chłopaków i ich opiekunów. Dziwne, ale do tego chóru niezrozumienia dołączyli też widzowie a przecież wiadomo że nie znają się na niczym, a w szczególności na właściwym traktowaniu psów i andrologi.
Atmosfera na wystawie była jak zawsze bardzo miła. Spotkaliśmy jak zwykle sporo „starych” znajomych, a i takich których mieliśmy przyjemność poznać wcześniej tylko listownie lub telefonicznie. Uwielbiamy takie spotkania bo zawsze są miłe dla mojej sierści.
Niestety wśród publiczności i wystawców w pewnym momencie, jak chłopaki wyły nie wiedzieć czemu, ta ogólna sielanka zmieniła się w intensywne żywiołowe dyskusje, atmosfera zgęstniała, czuć było zapach siarki a w oczach niektórych osób….. dobrze że wzrok nie zabija.
Ja przez te wszystkie godziny oczekiwania byłam już tak znużona że leżałam sobie grzecznie i spokojnie na kocyku nie interesując się dobiegającym gwarem i szczekaniem.
Kiedy nadszedł mój czas razem z Karolinką chodziłam bardzo ładnie po ringu. Ponieważ z natury rzeczy nie mam klejnotów więc bez obaw stałam pięknie i spokojnie przed Panem sędzią. Do tego że mnie dotykają, tarmoszą a nawet ciągną za ogon to ja jestem przyzwyczajona i zawsze stoję jak pomnik ze spiżu. Jednak Pan sędzia mnie zaskoczył w pewnym momencie złapał mnie jedną ręką od ogona za brzuch a drugą za gardło!!, nie tak jak wszyscy, normalnie, ale tak że poczułam się zagrożona i z tego strachu sama też próbowałam zwiać ze stołu, niestety Karolinka złapała mnie w locie ku ziemi obiecanej. Karolinka nie wiedzieć czemu była tym oburzona a jeszcze bardziej tym co powiedział sędzia że trzeba popracować nad moją psychiką bo nie może tak być żebym w sytuacji zagrożenia uciekała w jej ramiona. Taaak, to bardzo ciekawe co Pan sędzia powiedział, na pewno ma rację, bo sędzia ma zawsze rację!!. Ponieważ pierwszy raz w życiu bałam się sędziego i w ogóle kogokolwiek kto chciał mnie dotknąć, pan sędzia kazał mi jeszcze troszeczkę pochodzić i ponownie stanąć na stole. Pomimo strachu przed sędzią stałam spokojnie aż do końca. Jak widzicie brak klejnotów nie jest żadną gwarancją bezproblemowej radości z wystawy o czym nie tylko ja się przekonałam.
Pan sędzia przekazał też Karolince cenną wskazówkę, otóż nie wolno pieska nagradzać za to co robi bo w ten sposób piesek myśli że opiekun jest dobry a sędzia zły. Ta cenna sugestia warta jest zapamiętania, rewolucjonizuje dotychczasowy sposób myślenia mojego Pana, z całą pewnością przyjmie ją do wiadomości i absolutnie nie zastosuje ku mojej i Jego radości.
Pomimo tych wszystkich „jaj” na wystawie, znów Państwu dostarczyłam powodów do dumy, w opisie Pan sędzia napisał że jestem….., a zresztą co to ma za znaczenie przecież i tak moi Państwo wiedzą że jestem jedyna, niepowtarzalna i najpiękniejsza a na potwierdzenie tego dostałam I lokatę z oceną doskonałą i tytuły – najlepszy junior w rasie i zwycięzca młodzieży. Dostałam też mój pierwszy w życiu i to złoty medal. Pierwszy bo dzieciom i szczeniętom nie dają, bo gdyby, to miałabym już czwarty.
Miałam spore grono moich własnych kibiców którzy specjalnie dla mnie przyjechali i mocno trzymali kciuki za mój występ, bardzo Im za to dziękuję.
Szkoda że nie mogliśmy być do końca bo mogło być ciekawie. Po jamnikach „szły” naprawdę duże pieski i kto wie mogłoby się zdarzyć że nie będą wyrozumiałe przy takim nowatorskim sprawdzaniu klejnotów a właściciel w porę nie zdąży gdy któryś w rewanżu będzie chciał coś obejrzeć Panu sędziemu?!, kto wie?. Bo nie wszystkie pieski są tak pokorne jak jamniki .

To kolejne zwycięstwo, jak poprzednie dedykuję mojej kochanej 11-nastce, oczywiście szczególnie AKUNOSH.

Więcej zdjęć i plików